Blog > Komentarze do wpisu
Higiena po rumuńsku

 

Ponad 40 proc. Rumunów nie ma w domu ani łazienki ani toalety - wynika z danych unijnego urzędu statystycznego Eurostat opublikowanych w mijającym tygodniu. Tu też zarejestrowano największy odsetek mieszkańców żyjących w ciasnocie (55 proc.). Za to ponad połowa mieszkańców żyje w domach jednorodzinnych.

Muszę więc napisać cośo rumunskiej  architekturze i sanitariatach.

Kiedy pewna Polka 15 lat tmu przyjechała do Rumunii odkryła z przerażeniem, że jej kolejne panie sprzątające nie znają wynalazku lodówki, ani pralki, ani bidetu... Dziś tylko widzi, że do zmywarki rzeczy wkładaja do góry nogami.

obecnie w duzych miastach (tzn na pewno w Bukareszcie) jest cywilizacja, ale jak jest na prowincji - nie wiem. czasami w toaletach gdzieś na trasie widziałam po prostu dziury w toalecie, przystosowane do pozycji na narciarza,a wciąż trzeba za ten luksus płacić.

Z okien samochodu widać kurne chatki, malusieńkie, na szerokość jednej wersalki, zgrzebne, obite byle czym, z toaletami w ogródku. W Delcie Dunaju to juz w ogóle XIX wiek. No ale tam musi tak byc i tak jak jest jest uroczo.

W całym Bukareszci doliczyłam się może z 10 otynkowanych bloków, wszystkie pozostałe straszą brudem, odrapanym tynkiem, straszną architekturą i dziwacznymi przybudówkami. Większość balkonów jest zabudowana szybami (to podobno pozostałość po czasach Caucescu, gdy ogrzewanie szwankowało i zabudowany balkon pomagał zimą trzymać ciepło). Ale zabudowana w sposób zindywidualizowany, u każdego jak mu się podoba.

Płatności w bloku są jawne. Jeśli ktoś zalega z prądem, jego nazwisko wisi na klatce. Jeśli ktoś odmawia płacenia, administracja odcina cała klatkę od dostawcy. Moja znajoma Rumunka ubiegłej zimy przez dwa tygodnie nie miała prądu i ciepłej wody w mieszkaniu przez trudnych lokatorów!!!

W Rumunii nikt nie słyszał o planie zagospodarowania przestrzennego. Domy budowane są wg dziwnych dla mnie zasad. Potrafią graniczyć o kilka centymetrów. Szkaradne cygańskie wille (na ogół puste, wielopietrowe) stoja dosłownie na starym domu. Wielkie wstretne bloki otaczają piękne zabytkowe cerkwie, żeby tylko ni było ich widać z ulicy (to tez pozostałość po czasach Caucescu). A kształty domów jednorodzinnych bywają tak różne i wymyślne, że nie potrafię ich opisać.

Na słynnej (bo najdroższej) bukareszteńskiej Piperze jest wioska, w której, jak to bywa w Rumunii, malutki dom stoi na innym malutkim domu, każdy otoczony szkieletem pod winorośl. Większość, mimo że miniaturkowa, jest zadbana. Ale jest też jedna cygańska zagroda, która zawsze wprawia mnie w ponury nastrój. Stoi we wsi w słynnej dzielnicy Bukaresztu – Piperze (drogiej, nowobudujacej się, pełnej willi i biurowców, zagranicznych szkół). Otoczona drewnianym, rzadkim płotem, stoi malusieńka chatka, dwa metry na trzy, więc cała rodzina na ogół siedzi na podwórku, na krześle ojciec rodziny, reszta kręci się wokół, dzieci w podartych bluzkach i bose, drewniana wygódka w kącie, błoto na wybiegu, a na środku tego grajdowiska stoi chudy koń i je siano.

niedziela, 27 lutego 2011, commbi

Komentarze
2011/03/17 13:46:17
Tak mi sie przypomnialy moje pierwsze dni w hotelu w Rumunii.
Hotel niby dobry 4*, wstaje rano pchly i karaluchy, ide do recepcji, ze cos nie halo. Śliczna czarnowłosa rumunka mi odpowiada, ze przeciez jest goracy sierpien, wszyscy mamy teraz robactwo w domu :)
-
2012/04/20 11:27:07
Kiedy to było? Ja byłam wiele razy w rumuńskich hotelach i to w 3* a nie w 4* i warunki były super! Jestem zaskoczona tym robactwem.