|
Archiwum
Ostatnie wpisy
|
piątek, 03 czerwca 2011
Obrazki z Rumunii
Na zdjęciach i obrazkach Rumunia bywa przepiękna i magiczna. Widziałam świetne albumy zdjęć z Maramuresz czy Delty Dunaju, zdjęcia z pejzażami czy sielską przaśną Rumunią, czarno-białą, poruszającą. Znalazłam niedawno kilka pieknych starych zdjęć z Rumunii na forum dla miłośników tego kraju: http://ro-mania.pl/forum/viewtopic.php?t=75&sid=857683c372d8384cd2fbb80e8cbfaac3 czekam na więcej!
środa, 04 maja 2011
Do poczytania
Może każdemu,kto się interesuje Rumunią, ksiązki te są już znane, ale tak ku pamięci i na wszelki wypadek najważniejsze z nich : "Historyk" Elizabeth Kostovy. Historię Rumunii J. Demela, „Drakula” B. Stokera „Rumunia. Podróże w poszukiwaniu Diabła” Michala Kruszony "Jadac do Babadag" Stasiuka "Rumunia. Koniec Złotej Epoki" Macieja Kuczewskiego "Wład Palownik. Prawdziwa historia Drakuli" C.C. Humphreysa Miłej lektury!
wtorek, 15 marca 2011
Korupcja
Przepisy antykorupcyjne w Rumunii są zbyt liberalne, przede wszystkim dlatego, że pozwalają osobom skorumpowanym na uniknięcie procesu, o ile powiadomią one wymiar sprawiedliwości o przestępstwach, w których uczestniczyły - oświadczyła dzisiaj Rada Europy.(tekst pochodzi z onet.pl)
Eksperci Grupy Państw Przeciwko Korupcji (GRECO), czyli organu Rady Europy do walki z korupcją, w opublikowanym dzisiaj raporcie wyrażają zaniepokojenie prawem tzw. "prawdziwego żalu". Pozwala ono osobie, która wręczyła łapówkę, na uniknięcie procesu, jeśli poinformuje ona władze o ludziach, którzy zostali przekupieni lub jeśli przyzna, że została przez nie zmuszona do zapłacenia łapówki. Choć autorzy raportu zauważają, że bez "prawdziwego żalu" wiele spraw nie wyszłoby na jaw, to podkreślają, że istnieje "ryzyko nadużycia", które powinno zostać złagodzone. Niezależnie od tego punktu, "ramy prawne" dotyczące korupcji są teoretycznie "kompletne" - oceniają eksperci GRECO. Zaznaczają, że należy "walczyć w celu zachowaniach tych środków i (...) zdolności do radzenia sobie ze sprawami dotyczącymi członków elity politycznej i gospodarczej" - podkreślają autorzy raportu. Eksperci chwalą prawo dotyczące przejrzystości finansowania życia politycznego w Rumunii, będącej "przedmiotem licznych podejrzeń", lecz mają do niego także szereg zaostrzeń. Za niewystarczające uważają np. kary sięgające 6 tys. euro, które muszą ponieść partie polityczne, łamiące zasady. Rada Europy zwróciła się do władz Rumunii, by do 30 czerwca 2012 roku wyjaśniły, w jaki sposób zamierzają wziąć pod uwagę jej zastrzeżenia. Duzych korupcyjnych doswiadczen korupcyjnych w Rumunii nie mielismy, uff, ale slyszelismy, ze za odpowiednia oplata mozna wiele zalatwic i rozruszac kazdy biznes. Policjantowi wystarczy 50 Euro i przymknie oko na wykropczenie zagrozeniem kara pozbawienia prawa jazdy (jesli np. przekraczamy dozwolona predkosc o 50 km na godz...).
niedziela, 27 lutego 2011
Higiena po rumuńsku
Ponad 40 proc. Rumunów nie ma w domu ani łazienki ani toalety - wynika z danych unijnego urzędu statystycznego Eurostat opublikowanych w mijającym tygodniu. Tu też zarejestrowano największy odsetek mieszkańców żyjących w ciasnocie (55 proc.). Za to ponad połowa mieszkańców żyje w domach jednorodzinnych.
Muszę więc napisać cośo rumunskiej architekturze i sanitariatach.
Kiedy pewna Polka 15 lat tmu przyjechała do Rumunii odkryła z przerażeniem, że jej kolejne panie sprzątające nie znają wynalazku lodówki, ani pralki, ani bidetu... Dziś tylko widzi, że do zmywarki rzeczy wkładaja do góry nogami.
obecnie w duzych miastach (tzn na pewno w Bukareszcie) jest cywilizacja, ale jak jest na prowincji - nie wiem. czasami w toaletach gdzieś na trasie widziałam po prostu dziury w toalecie, przystosowane do pozycji na narciarza,a wciąż trzeba za ten luksus płacić.
Z okien samochodu widać kurne chatki, malusieńkie, na szerokość jednej wersalki, zgrzebne, obite byle czym, z toaletami w ogródku. W Delcie Dunaju to juz w ogóle XIX wiek. No ale tam musi tak byc i tak jak jest jest uroczo.
W całym Bukareszci doliczyłam się może z 10 otynkowanych bloków, wszystkie pozostałe straszą brudem, odrapanym tynkiem, straszną architekturą i dziwacznymi przybudówkami. Większość balkonów jest zabudowana szybami (to podobno pozostałość po czasach Caucescu, gdy ogrzewanie szwankowało i zabudowany balkon pomagał zimą trzymać ciepło). Ale zabudowana w sposób zindywidualizowany, u każdego jak mu się podoba.
Płatności w bloku są jawne. Jeśli ktoś zalega z prądem, jego nazwisko wisi na klatce. Jeśli ktoś odmawia płacenia, administracja odcina cała klatkę od dostawcy. Moja znajoma Rumunka ubiegłej zimy przez dwa tygodnie nie miała prądu i ciepłej wody w mieszkaniu przez trudnych lokatorów!!!
W Rumunii nikt nie słyszał o planie zagospodarowania przestrzennego. Domy budowane są wg dziwnych dla mnie zasad. Potrafią graniczyć o kilka centymetrów. Szkaradne cygańskie wille (na ogół puste, wielopietrowe) stoja dosłownie na starym domu. Wielkie wstretne bloki otaczają piękne zabytkowe cerkwie, żeby tylko ni było ich widać z ulicy (to tez pozostałość po czasach Caucescu). A kształty domów jednorodzinnych bywają tak różne i wymyślne, że nie potrafię ich opisać.
Na słynnej (bo najdroższej) bukareszteńskiej Piperze jest wioska, w której, jak to bywa w Rumunii, malutki dom stoi na innym malutkim domu, każdy otoczony szkieletem pod winorośl. Większość, mimo że miniaturkowa, jest zadbana. Ale jest też jedna cygańska zagroda, która zawsze wprawia mnie w ponury nastrój. Stoi we wsi w słynnej dzielnicy Bukaresztu – Piperze (drogiej, nowobudujacej się, pełnej willi i biurowców, zagranicznych szkół). Otoczona drewnianym, rzadkim płotem, stoi malusieńka chatka, dwa metry na trzy, więc cała rodzina na ogół siedzi na podwórku, na krześle ojciec rodziny, reszta kręci się wokół, dzieci w podartych bluzkach i bose, drewniana wygódka w kącie, błoto na wybiegu, a na środku tego grajdowiska stoi chudy koń i je siano.
niedziela, 06 lutego 2011
Imiona
Popularne w Rumunii jest nadawanie wielu imion, 3 do 4, i używanie wszystkich jako pełnoprawnych. Cztery imiona w dowodzie osobistym? Dlaczego nie. Pierwsze imię wybierają rodzice. Drugie imię dziedziczone jest po mamie. Trzecie po tacie. Jeśli tata ma na imię Konstanty, córka odziedziczy imię Konstancja. W rodzinie mojej koleżanki są same Michaele i Michaiły.
Najbardziej popularne imię żeńskie to chyba Andreea. Z męskich – Ionuc (Jan).
Czasem zdarza mi sie usłyszeć bardzo ciekawe imiona. Np. damskie typu: Luminita, Loredana, Ramona, Daniela, Nicoletta, Valentina, Anastasia, Genovefa.
Z męskich: Tudor, Vlad (mi sie źle kojarzy, z Vladem Palownikiem, zwanym Drakulą), Ovidiu (są tu fantastyczne słodkie wina Lacrima Lui Ovidiu), Horia, Constantin, Liviu, Catalin.
Pamiętam jak zapisałam się do lekarza Bogdan Raluca i byłam pewna, że przyjmie mnie mężczyzna, a to była sympatyczna pani...
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Trzesienia ziemi
W ciagu ostanich kilku lat przezylam dwa trzesienia ziemi w Bukareszcie. Obydwa slabe, jakies 4 w skali Richtera... Jedno na tyle slabe ze nie poczulam. Dopiero po fakcie zobaczylam pekniecie w obudowie basenu. Zjawiska te powtarzają się w Rumunii cyklicznie, co kilkadziesiąt lat. Wszyscy czekają w napięciu na nastepne... Poprzednie duże trzęsienia ziemi (powyżej 7 stopni w skali Richtera) miały miejsce w Rumunii w latach 1940, 1977, 1986. Największe ofiary w ludziach pociągnął za sobą kataklizm z 1977 r., który spowodował śmierć ok. 1500 osób. Ślady tego trzesienia nosi do dzis tzw. starowka. Wiele cennych budynkow uleglo bezpowrotemu zniszczeniu. Po wojnie budownictwo zostalo dostosowane do tych uwarunkowan, za najbezpieczniejsze uchodza domy zbudowane w latach 1977-1990. Te najnowsze podobno powstwaly w atmosferze bezkrolewia, lapowkarstwa i poza jakimkolwiek nadzorem, wiec sa z byle czego i byle jak wykonane. Tu podam odpowiedz na najczesciej zadawane pytanie w Bukareszcie? Dlaczego wszedzie wisza te tysiace kabli? Wlasnie z powodu ryzyka trzesien ziemi. Latwiej po kataklizmie szukac kabli nad ziemia niz tych zakopanych. Brytyjczycy przebywajacy w Bukareszcie maja szkolenie jak sie zachowac w razie kataklizmu: schowac sie pod stol, nakryc glowe rekami, nie uciekac (wiekszosc strat w ludziach wydarzyla sie w chwili ucieczki po schodach, windami, przed budynki), przeczekac. Zgromadzic w domu zapasy zywnosci, podreczne dokumenty, miec zawsze ksero, wode, latarke, zapalki, palnik, benzyne w baku, gotowke, cieple rzeczy. Zapamietac gdzie jest najblizszy od domu punkt zbiorczy. Nie beda dzialac lotniska, drogi, telefony, nawet komorkowe... Mam nadzieje, ze te informacje i zalecenia nigdy sie Rumunom i obywatelom chwilowo uRumionym nigdy nie przydadza!
wtorek, 07 grudnia 2010
Polacy w Rumunii
Według niektórych szacunków rumuńska Polonia liczy blisko 6 tysięcy Polaków (jeszcze w 1939 roku żyło tu 80 000 Polaków). Największe skupisko Polaków jest na północy, na tzw. Bukowinie, zamieszkują głównie wsie Nowy Sołoniec, Plesza, Pojana Mikuli i Kaczyka. Obecnie mają swojego reprezentanta w rumuńskim parlamencie, pochodzącego z Nowego Sołońca. Większość bukowińskich Polaków jest potomkami górników z okolic Bochni i Wieliczki, którzy w XVIII i XIX wieku migrowali tu za chlebem (w Kaczyka jest po dziś dzień kopalnia soli, otwarta dla zwiedzających). Przybywali też licznie śląscy górale i przedstawiciele inteligencji. Wizyta u Polaków na Bukowinie to cudne doświadczenie. Skręcając z w miarę głównych dróg natrafia się na osady chałup pomiędzy lasami, a między nimi polski kościół z kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej (to Kaczyka), polskie szkoły, ubożuchne sklepo-knajki z obsługą w języku polskim, cmentarz z polskimi nazwiskami, msze po polsku (to w Nowym Sołońcu), murowane bądź drewniane, ale zawsze gościnne, Domy Polskie… Na drogach i przy chałupach przystają staruszkowie i pozdrawiają przechodniów polskim „Dzień Dobry” lub „Pochwalony”. Kiedy rozmawiają między sobą sprawy się komplikują – nie wiadomo jaki to język gralska gwara, z ukraińskimi wtraceniami, z rumunskimi slowami… Dzieci i mlodziez z zepsolu piesni i tanca Solonczanki spiewaja po polsku i rumunsku, niektorzy marza o studiach w Polsce. Ich opiekunka zdradza nam, że dla kurazu lubia sobi wypic kieliszek wodki przed wystepem... Tak po staropolsku.
Najbardziej znaną z powyzszych miejscowości jest Kaczyka. Powstała w 1792 r. , gdy osiedliło się tutaj 20 rodzin górniczych z Bochni, sprowadzonych przez rząd austriacki - wcześniej wokół słonego źródła, pośród bagien i lasów, istniało tylko parę chałup. Ludzie zbudowali kopalnię i kościol, wyświęcon w 1810r. Odprawiano w nim także msze unickie dla Ukraińców. Sprowadzono ze Stanisławowa kopię obrazu, która szybko otoczona została kultem - trwającym do dziś, czego dowodem są szczególnie odpusty, odprawiane 15 sierpnia. W kopalni soli zwiedzilismy kaplicę św. Barbary, wzorowaną na kaplicy w kopalni w Wieliczce. Co robią Polacy w Rumunii? W Bukareszcie dziala preznie Instytut Polski i zaprasza m.in wielu ciekawych artystow z Polski. Dwa tygodnie temu na najwiekszych targach ksiazki Gaudemus był obecny Stasiuk z żoną-wydawcą i promowali najnowsze wydane po rumunsku ksiazki Stasiuka. Stasiukopowiadal za co kocha Rumunie (byl tu juz 15 razy) i o najnowszej wyprawy do Suliny (Delta Dunaju). Wszystkim rumunskim znajomym kupilismy prezent - jadac do babadag po rumnsku... W Bukareszcie co tydzien w niedziele o godz. 9.00 mozna sie spotkac na Mszy sw. po polsku, kosciol tzw. wloski. Na swieto Zmarlych sa organizowane spacery po cmentarzu katolickim Bellu, gdzie lezy wielu znanych, zasluzonych Polakow (sa tez groby rodziny kaczynskich, z TYCH Kaczynskich). Dziala tez Szkola Polska. Polonia z Bukaresztu to czesciowo stara emigracja, potomkowie emigrantow, zony badz mezowie rumunskich partnerow i emigracja zarobkowa – ekspaci, przedsiebiorcy, pracownicy polskich instytucji. Lekko licząc z 300 osob.
środa, 24 listopada 2010
The Spoonman w Sighisoarze
Przemiły chłopak stoi tuż przy ryneczku pod domem (gdzie prawdopodobnie przebywał Vlad Drakul, ojciec słynnego Drakuli) i handluje handmade – łyżkami, krzyżami, ikonami na szkle. Przy okazji ciekawie i po angielsku opowiada o sztuce ludowej i miasteczku. To chyba jedyne miejsce w Rumunii, gdzie naprawdę widać turystów (no może oprócz Branu i Peles). Ikony na szkle pojawiły się w tradycji ludowej Transylwanii w XVII wieku. Spełniały lepiej swoją rolę, bo wychodziły cało z licznych pożarów (najazdy tureckie). Naiwne, barwne, pozłacane, ręcznie dopieszczone, przepiękne. Do tego The Spoonman proponuje wykonane przez siebie łyżki z motywami roślinnymi... Pan podał nam swoją stronę, oto ona: www.thespoonman.ro W Sighisoarze wszystko mi się podoba. Kolorowe, odnowione kamieczki, mały ryneczek zimą zamieniony na parking, latem tętniący życiem, kawiarnianym gwarem i z jedną budką służącą za informację turystyczną, jedzenie w restauracjach (np. Casa Cu Cerb, jednoczesnie pensjonat, w którym nocował Książe Karol), schody – prawie 200 stopni na wzgórze z piękną panoramą i kościołem, przed którym przewodnik wita nas czystą polszyzną, nawet psy mi tu nie przeszkadzają, bo jest ich niewiele. A Sighisoara nocą to podwójne szczęście. I wszyscy tu mówią w obcym języku, bo osadę założyli Niemcy, są kościoły ewangelickie. W całej Transylwanii zapomina się na chwilę, że to wciąż Rumunia, jest tak osobna, tak inna.
piątek, 19 listopada 2010
Stacja benzynowa
Stacja benzynowa Chciałam wczoraj zatankować. Podjechałam na stację benzynową Rompetrol, czyli – normalną, legalną. Starszy pan podbiegł do mnie i pomogł zatankować benzynę. Zauważyłam, że mają też zbiornik na gaz, ale nie ma cennika. Zapytałam czy gaz jest. No jest. Mozna tankować. Pan mi pomógł. Chcę iść do kasy zapłacić, a pan mówi, że za gaz płacę jemu, gotówką. Tu mnie rozłożył, bo po pierwsze – czemu mam płacić lewe pieniądze na autoryzowanej stacji, po drugie – nie miałam gotówki. Afera, awantura, kłopot, stracony czas. Pani w kasie pytała kierowców, czy potrzebują paragon i sztukowała mój rachunek z kilku paragonów.
Stacja stoi w Bukareszcie i wygląda, że szyld ma oryginalny...
Dziura
Wczoraj w drodze do centrum Bukaresztu widziałam samochód, który zarył przednimi kołami w gigantycznej dziurze. Na światłach! No i zatarasował ruch, więc inni kierowcy pomagali mu się wykaraskać.
W drodze powrotnej w tej samej dziurze, na tych samych światłach widziałam inny samochód...
niedziela, 07 listopada 2010
Służba zdrowia w Rumunii
Medicover
Byłam niedawno w Medicoverze i przypomniałam sobie, że jeszcze nie pisałam o prywatnej służbie zdrowia w Rumunii... No to moje obserwacje.
Jest prywatna służba zdrowia, a w niej prawie wszystko, za co zapłacisz. Chociaż niektórych chorób się nie leczy (np. anoreksji). W prywatnej klinice Euroclinic na dziesięć porodów osiem to cesarskie cięcie. Potem zaledwie trzy mamy karmią piersią. O ile na prywatnych oddzialach jest super komfort i cudowna opieka mówiąca po angielsku, w szpitalu państwowym bieda, korupcja i kolejki. Słyszałam historie te same co i w Polsce – że lekarz zanim przyjął chorego na oddział zażądał łapówki, a jak jej nie dostał – chorego nie przyjął, mimo że stan pacjenta był ciężki. Że chorzy muszą się błąkać miedzy szpitalami w nadziei na jakąs pomoc. Że szpitale sa kiepsko wyposażone (wiadra żelazne do mycia podlogi na sali porodowej, zardzewiałe meble, narzędzia w punkcie pobrania krwi trzymane w plastikowych „stojakach” po wodzie mineralnej, personel w umorusanych szlafrokach).
Koleżanka, która spędziła kilka dni w izolatce brzydziła się korzystać ze wspólnej toalety do tego stopnia, że przez kilka dni używała mokrych chustek do mycia. Inna trafiła na porodówkę z kilkoma Romkami, nikt nie mówił po angielsku i trochę się wystraszyła.
W prywatnej służbie zdrowia standart jest chyba porównywalny z polskim. Dużo zależy na kogo się trafi. Np. nasza laryngolog w Medicover nie zauważyla trzeciego migdała u dziecka. Medicover ma jednak o wiele poważniejszy problem: parkingi! Przy p. Victoriei (czyli centrum) nie ma szans zaparkować. Trzeba jechać taksówką (trudno chore dzieci targać metrem). Medicover na Piperze ma kilka miejsc parkingowych miedzy wielkimi biurowcami. Jednak na ogół są zajęte. Alternatywą jest szukanie miejsca w polu, na krawężniku, w błocie przy torowisku, czyli oczywiscie w miejscach niedozwolonych, i daleko od wejscia (z chorym dzieckiem – problem). Kilka razy musialam zrezygnować z wizyty z tego powodu.
Medicover przeznaczony dla dzieci przy strada Plevnei to niedawno wynajęty fragment bloku mieszkalnego. Zapewne za duże pieniądze. Lekarze przyjmują na pierwszym pietrze – bez windy! Ilość miejsc parkingpowych – zero (pytałam na recepcji, zdradzono mi, że trwają negocjacje z lokatorami o odstąpienie dwóch (!) miejsc parkingowych! Final? Trzeba parkować na chodniku, trawie, albo daleko. Z chorym dzieckiem...
I wisienka na torcie – jest jedna poczekalnie dla chorych i zdrowych. Jeszcze do niedawna wypełniona toną pluszowych zabawek (ostatnio jak byłam, zauważyłam że zabawki zniknęły).
Wypadek w szpitalu
Rozmawiałam niedawno z ciężarną Rumunką.Oczywiście bedzie rodzic w prywatnej klinic, stać ją. Mówiła, że w państwowym szpitalu rodzą te kobiety, których nie stać na poród prywatny (normalny 7 tysięcy, cesarskie cięcie ok. 11 tys). W państwowym – wiadomo – zero sprzętu, korupcja, tumisiwizm. Poza tym w państwowym szpitalu zdarzają sie wypadki. Dwa miesiące temu w znanym szpitalu położniczym Filantropija na sali, gdzie przebywały noworodki wybuchł pożar. Było tam kilkanaście dzieci, około sześcioro spłoneło (relacje są rozbieżne).
Położna wyszła na chwilę do toalety. Często tak robiła, bo są braki kadrowe... |