Napisz do mnie: commbi@onet.eu
RSS
sobota, 09 stycznia 2016
Cygan i Żyd

W Kwartalniku  HERITO. Dziedzictwo, kultura, współczesność, wydanym przez MIędzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie przeczytałam ciekawy artykuł z cyklu Rumuńskie dylematy pt. "Nieobecny Cygan-gadzio i obecny Żyd-go" Octaviana Logigana. Oto smaczki:

"Rumuńscy Żydzi stali w obliczu wyzwania równego temu, jakie mieli przed sobą Cyganie: zgodnie z wytycznymi reżimu musieli poddać się władzy". Autor, sam z pochodzenia Żyd poddaje w wątpliwość ideę pokojowego, pełnego szacunku współistnienia kultury Cyganów i Rumunów w czasach komunistycznych. Ceausescu miał pomysł asymilacji Cyganów i przymuszenia ich do "uczciwej" pracy, ale idea ta nie była priorytetem jego rządów i z czasem się rozpłynęła. Dzieci zmuszane były w pewien sposób do chodzenia do szkoły i uczenia się języka rumuńskiego, a rodzice wyłamujący się z obowiązku szkoleno, trafiali do aresztu, ale szkoła nie proponowała nauki  dialektu cygańskiego, co częściowo eliminowało dzieci z procesu nauczania. Ceausescu żył z myślą, że "Cyganie sa problemem społecznym, a nie grupą etniczną".

W języku codziennym rozwinęły się powiedzonka z cyganami w roli głównej (jak u nas "nie cygań", "ale cygan"): "Przyjdzie Cygan z workiem i cię zabierze" (groźba do dzieci), albo "tonął jak Cygan przy brzegu" (co oznacza, że ktoś nie może doprowadzić swojego działania do szczęśliwego finału).

Cyganie w Rumuni chcieliby być nazywani Romami (Rrom mówią o sobie, tak tez mówi się o żonatym mężczyźnie). Tymczasem Rumuni (Gadziowie) robią wszystko aby słowo Rom i Rumun przestawało się zlewać w jedno.

Cyganie "zawdzięczają" Ceausescu zakotwiczenie w jednym miejscu (skonfiskował im wozy podróżne). Tymczasem sąsiad Cygan nie zawsze był akceptowany, w latach 90-tych np. Rumuni i Węgrzy spalili około 60 domostw. Cyganie starają się nie pamiętać krzywd. Pielęgnują swoje tradycje, zwyczaje, jężyk. Jeśli zaś ktoś z tej grupy wyłamie się i pójdze na studia, zawsze jest na gorszej pozycji niż jakikolwiek Rumun.

Autor zauważa, że Żydzi podobnie mieli zniknąć z rumuńskiego pejzażu. Szczególnie po 85 roku, tzw. ostatecznym roziązaniu", gdy wyprzedawano majątki żydowskie i zmuszano ich do emigracji. Sytuacja nie była identyczna, choćby przez kontrast liczebności - półtora miliona Cyganów i mniej nż 10 tys Żydów.

Dalej autor wskazuje na brak śladów żydowskości miast i miasteczek, choćby w samym Bukareszcie, zaniedbanie cmentarzy, brak przestrzeni muezalnej na historię Żydów. "Rumuni nie są świadomi żydowskiego dziedzictwa i obecności Żydów" pisze autor. Rumuńscy antysemici posuwają się do stwierdzenia, że rumuńscy Żydzi nie są prawdziwymi Żydami.

Pamięć historyczna w Rumunii, podobnie jak iw Polsce domaga się odwołania do wstydliwych aktów w historii i przyznanie miejsca pomijanym mniejszościom.

Octavian Logigan jest rumuńskim pisarzem i tłumaczem.

wtorek, 22 grudnia 2015
piątek, 29 maja 2015
Dlaczego Rumunia jest inna?

Publikuje fragmenty ksiażki rumuńskiego histpryka Luciana Boii "De ce este Romania altfel?", zainteresowanych odsyłam do genialnego wydawnictwa Herito (nr 12), wydawanego przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie.

"Rumuni sie nie angażują, zamiast zbiorowych rozwiązań szukają drobnych rozwiązań indywidualnych, a przez to nic fundamentalnego się nie rozwiązuje, napięcia zaś bezustannie się kumulują. W braku minimalnego dialogu, minimalnego protestu, minimalnego kompromisu należy upatrywać przyczyn nieoczekiwanej i potężnej eksplozji z grudnia 1989 roku."

 

"Rumuni mieli Ceausescu ponieważ na niego zasłużyli".

 

"Gdy Caeusescu zaczął burzyć świątynie, nieprzystające do nowego miejskiego pejzażu (...) cerkiew prawosławna nie sprzeciwiła się temu w żaden sposób".

 

"Nie, komunizm nie upadł z przyczyn filozoficznych. Runął z powodów "żywiniowych"" (...) Gospodarka utknęła w martwym punkcie".

 

(...) u Rumunów po grudniu 1989 roku kłamstwo legło u podstaw mitu założycielskiego postkomunistycznej Rumunii".

 

"Od XIV wieku do dziś Rumuni zdają się dreptać w miejscu, nie posunęli się ani o krok w porównaniu z innymi krajami europejskimi".

 

"Prawdopodobnie przeciętni Rumuni nie są mniej wykształceni od ludzi z Zachodu. Są natomiast z pewnością gorzej wychowani. (...) Brak wychowania obywatelskiego jest u Rumnunów zadzwiający".

 

(...) być może właśnie autentyczna marka Rumunii jest to, że takowej nie posiada".

 

"Istnieje pewnego rodzaju "wstyd" bycia Rumunem (chociaż jeśliby cos miało być wstydliwego, to własnie ten wstyd)".

 

 

niedziela, 01 marca 2015
Afery i przekręty

Tytuły w internecie mówią same za siebie:

Ru­muń­ska pro­ku­ra­tor ds. prze­stęp­czo­ści zor­ga­ni­zo­wa­nej i ter­ro­ry­zmu Alina Bica zo­sta­ła dzi­siaj za­trzy­ma­na pod za­rzu­tem ko­rup­cji w spra­wie do­ty­czą­cej ob­ro­tu nie­ru­cho­mo­ścia­mi - po­in­for­mo­wa­ły źró­dła ofi­cjal­ne.

 

Pre­mier Ru­mu­nii Vic­tor Ponta, oskar­żo­ny w 2012 roku o pla­giat, zrzekł się ty­tu­łu dok­to­ra. De­cy­zję ogło­sił w li­ście ad­re­so­wa­nym do uni­wer­sy­te­tu w Bu­ka­resz­cie, który je­de­na­ście lat temu przy­znał mu tytuł dok­to­ra nauk praw­nych.

 

Dwaj byli ministrowie skazani za szpiegostwo przemysłowe.

 

Była minister oskarżona o pranie brudnych pieniędzy.

 

Ru­muń­ski sąd ska­zał na dwa lata wię­zie­nia by­łe­go mi­ni­stra za przyj­mo­wa­nie ła­pó­wek i wy­bu­do­wa­nie za darmo domu dla swo­jej matki, kiedy był sze­fem re­sor­tu robót pu­blicz­nych i trans­por­tu. (Tym samym Miron Mitrea jest dziewiątym byłym rumuńskim ministrem skazanym dotychczas za korupcję!!!)

 

Podaję za Onet.pl:

28 stycznia Komisja Europejska oceniła w raporcie, że Rumunia jest na dobrej drodze, jeśli chodzi o wdrażanie zasad rządów prawa, zapewnienie niezawisłości sądów oraz walkę z korupcją i przestępczością zorganizowaną. Gorzej pod tym względem oceniono Bułgarię.
 
 
Faktycznie, na tle z Bułgarią Rumunia zawsze wypada lepiej. Świeci na tle uboższego, bardziej skorumpowanego, osłabionego sąsiada. Komisja Europejska przygląda się obu krajom od chwili kiedy razem w 2007 weszły do Unii. Jednak żadne z nich nie spełniało europejskich standatrów w dziedzinie przejrzystości wymiaru sprawiedliwości, walki z korupcją i przestrzeganiem praw człowieka. Teraz Rumunia zbiera wyższe noty w raportach unijnych, ale jak widać z powyzszych nagłówków problem wciąż istnieje.
Jak trudna jest droga do oczyszcenia państwa rumuńskiego, świadczy choćby fakt, że 26 lat po upadku komunzimu agenci służb wywiadowczych nadal udając dziennikarzy pracują w państwowej telewizji.
 
 

Więcej o korupcji w Rumunii moich dawnych wpisów znajdziecie tutaj:

http://rumunia.blox.pl/tagi_b/193054/korupcja-w-rumunii.html

 

A wszystkim tym, których interesują mechanizmy rumuńskiej władzy i wielopokoleniowe zależności oraz niuanse układów rodzinnych polecam genialny film

"Pozycja dziecka" Calina Netzera...

piątek, 11 października 2013
Marihuana - TAK!

Taka ciekawostka. Rumunia dołączyła do krajów, któe zalegalizowały marihuanę do użytku medycznego. Dotyczy m.in następujących chorób: AIDS, jaskra, stwardnienie rozsiane, anoreksja, choroba Parkinsona, przewlekła depresja, epilepsja, astma. Wybrane firmy, posiadające licencję od rządu, będą mogły od teraz  produkować i sprzedawać preparaty na bazie konopi. Entuzjaści konopi narzekają, że trawka w Rumunii jest bardzo droga, w porównaniu choćby z Polską... I nadal jej posiadanie przez osoby prywatne jest karalne. Może i to wkrótce się zmieni?

Kontrowersyjna decyzja rumuńskiego rządu w dobie kryzysu. Widocznie jednak wpływy do budżetu będą znaczące i warte głosów krytyki?

środa, 25 września 2013
Transylwania niepocztowkowa

środa, 11 września 2013
Problem psów

Podaję za Wyborczą: 6 października w Bukareszcie ma się odbyć referendum w sprawie rozwiązania problemu bezpańskich psów. Impulsem stało się tragiczne wydarzenie sprzed tygodnia - w parku psy zagryzły czterolatka. I nie był to pierwszy, ani zapewne ostatni incydent tego typu.

Pisałam wielokrotnie na tym blogu jakim potwornym problemem są w Rumunii stada psów i jak Rumunii reagują na ich obecność. Dla mnie, osoby z zewnątrz i dla wielu moich znajomych był to największy problem tego kraju. Rzutujący na postrzeganie go przez przejezdnych, turystów, ekspatów. W moim wypadku niejednokrotnie myśl o spotkaniu z nimi powstrzymywała mnie przed spacerem, wyjściem z dziećmi, pozostawaniem w miejscu, gdzie nie ma ludzi. Nie ma mowy o zatrzymaniu się na parkingu przydrożnym, czy nawet stacji benzynowej, gdzie nie przybiegają wygłodniałe psy.

Tylko w ciągu tego roku w Bukareszcie prawie 10 tys ludzi hospitalizowano z powodu pogryzień!!!

 

Wiadomo, to nie psów wina. Kiedyś Caucescu wymyślił eksperyment przenoszenia ludzi ze wsi do miast, ludzie szli z psami, potem bieda kazała im psów się pozbywać, albo i nakaz władz, że zwierząt nie można trzymać w blokach. Psy się rozmnożyły, zmutowały, opanowały dziekie tereny, a potem weszły na ulice, do parków, na parkingi... Wszędzie. Nie wszystkie są agresywne. Ale niektóre z nich nie pozwalają normalnie żyć.

Rumunii często nie dostrzegali problemu, kiedy mówiliśmy im, że nie ma takich hord psów w innych miastach świata, nie chcieli wierzyć, dla nich to część pejzażu rumuńskiego. Referendum to krok w dobrą stronę, trzeba o psach mówić i zastanowić się, jak ucywilizować Rumunię. Dlaczego musi zginąć dziecko, aby Rumunii wyszli na ulice i podjęli debatę?

 

wtorek, 26 lutego 2013
Pozycja dziecka i Berlinale

 

Berlinale 2013. Główna nagroda idzie w ręce rumunskiego rezysera  Călina Petera Netzera za film „Pozycja dziecka”.
Niestety filmu jeszcze nie widzialam, ale na pewno obejrze lada dzien. Rezyser mowi o nim tak:

"Film opowiada o matce i synu, ale chcieliśmy, żeby pokazywał też dzisiejszą Rumunię. Kraj sprzeczności. Ale też kraj, w którym rządzi społeczna nieufność, walka o wpływy, korupcja." (to taki mały cytacik dla tych, którzy twierdzą, że ciągle krytykuje Rumunie, teraz zrobił to Rumun, nie ja:)

Ten film wyraża poczucie „cierpienia i rozpaczy bycia Rumunem”, wyjaśnia socjolog  Vesile Dancu. I dalej mówi:

"Spodziewam się więc, że kiedyś przypadnie nam Nobel za opisanie transformacji, czyli za temat przewodni filmów nowej fali. Filmów, o których pewnie nigdy byśmy się nie dowiedzieli, gdyby nie otrzymały nagród na międzynarodowych festiwalach, bo większość z nas uważa je za zniesławiające nasz kraj. Ci młodzi reżyserzy starają się o dofinansowanie z instytucji, jaką jest Narodowe Centrum Filmowe. Ale otrzymać stamtąd jakieś pieniądze jest bardzo trudno.

A przecież powinniśmy im pomóc, ponieważ to oni czynią lukratywną na rynku światowym jedyną jeszcze autentyczną rzecz, jaką mamy – cierpienie i desperację wynikające z bycia Rumunem. Desperację kroczenia pod prąd historii i na poboczu cywilizacji. W dzisiejszym świecie to się dobrze sprzedaje i moglibyśmy więcej zainwestować w ten rodzaj samobiczowania."

 

I dalej:

 "Postaci w naszych filmach są rodem z twórczości autora „Trzech sióstr”. Rumunia okresu przemian jest zamkniętym światem, z którego one próbują się wydostać, ale udaje im się to tylko przez ucieczkę w fikcję albo w śmierć. (...) Bardzo rzadko pojawia się w nich, tu czy tam, jakiś promyk słońca… Bez względu na to, czy mowa jest o skrobankach czy o wierze, narkotykach czy też przechodzeniu społeczeństwa na kapitalizm, filmy nowej fali koncentrują się na problemie indywidualizmu czy skrajnego egoizmu, na zdradzie, a przede wszystkim na samotności, która towarzyszy procesowi rozpadu i śmierci istoty społecznej. W tych historiach większość bohaterów to kobiety, którym nigdy nie udaje się przejąć kontroli nad własnym losem czy rodziną, podczas gdy mężczyźni już dawno zdezerterowali.

Pełny tekst, arcyciekawy, znajdziecie tutaj:  http://www.presseurop.eu/pl/content/article/3432241-w-kinie-samobiczowanie-sie-oplaca

 

"California dreamin" nie zrobil na mnie duzego wrazenia, ale "Wtorek po świetach" i "4 miesiace, 3 tygodnie i 2 dni" bardzo polecam...

 

czwartek, 27 września 2012
Cyganskie domy

Jezdzac po Rumunii wiele razy widzielismy tabory cyganskie, ale tez mnostwo cyganskich, bogatych willi, fantastycznie urozmaicajacych rumunska bide. Fikusne, kolorowe wiezyczki, zloto, filary, obrazy na fasadach. Czesc domow byla na pewno zamieszkana, ale np mury z zewntarz wciaz nieotynkowane. Znajomy mi powiedzial, ze kiedy w domu jest corka jest na wydaniu, Romowie czekaja z otynkowaniem na jej zamazpojscie.

Zastanawialam sie jak te domy moga wygladac w srodku. I oto znalazlam cudowna sesje fotograficzna "Gispy Interiors", zdjecia pochodza z Moldawii i Rumunii. Warto przejrzec!

 

http://www.domosfera.pl/wnetrza/1,94387,12477141.html

 

środa, 08 lutego 2012
Zamieszki antyrządowe

Niestety, troche spóźnione, newsy z Bukaresztu (podaje za PAP):

15 stycznia m.in w Bukareszcie policja stłumiła antyrządowa demonstracje, w której wzięło udział około tysiąca osób. Przeszli przez miasto przed siedzibę prezydenta Rumunii Trajana Basescu, domagając się jego odejścia. Manifestacja miała początkowo pokojowy przebieg, choć jej uczestnicy niemal całkowicie zablokowali główne ulice w centrum Bukaresztu. Później jednak - jak twierdzi policja - do demonstrantów dołączyli kibice piłkarscy, którzy zaatakowali siły porządkowe. W stronę mundurowych poleciały kamienie. Policja użyła gazu łzawiącego.

Wśród rannych jest czterech policjantów i operator telewizyjny. Zatrzymano około 30 osób.

Demonstracje w dziewięciu innych rumuńskich miastach przebiegły bez żadnych incydentów. Protesty - zwoływane głównie na portalach społecznościowych - skierowane były przeciwko prowadzonej od dwóch lat polityce oszczędnościowej rządu premiera Emila Boca.

Protestujący sprzeciwiają się zamrożeniu emerytur oraz 25-procentowym cięciom wynagrodzeń w sektorze publicznym. Te oszczędności zostały wprowadzone przez centroprawicowy rząd półtora roku temu.
Tym razem chodziło o oszczędności w służbie zdrowia.
Ponad rok temu byłam świadkiem demonstracji środowisk nauczycieli, kiedy przeydent obcinał im pensję. Zachowywali się pokojowo. Dziwiłam im się. Zarabiają tysiąc złotych a rząd ich kosztem łata jakieś dziury budżetowe. O służbie zdrowia w Rumunii już pisałąm, nie chcę się powtarzac. Chyba rząd zamierza pozbawić ich plastikowych butelek, w których trzymają strzykawki albo waty, którą opatrują rany...
piątek, 03 czerwca 2011
Obrazki z Rumunii

Na zdjęciach i obrazkach Rumunia bywa przepiękna i magiczna. Widziałam świetne albumy zdjęć z Maramuresz czy Delty Dunaju, zdjęcia z pejzażami czy sielską przaśną Rumunią, czarno-białą, poruszającą.
W polskich kręgach modna jest bukareszteńska księgarnia Carturesti (koleżanka spotkała tam raz na kasie Rumunkę mówiącą po polsku!), gdzie obok płyt, książek, kubeczków itp można kupić stare zdjęcia i pocztówki z widokami nieistniejącej Rumunii. Obrazy w sepii - z Lipscani, przechodniów, ulicznych grajków, karła, blondynki wsiadającej do luksusowego samochodu. Ja wybrałam parę wieśniaków przy szklaneczce herbatki.

Znalazłam niedawno kilka pieknych starych zdjęć z Rumunii na forum dla miłośników tego kraju:

http://ro-mania.pl/forum/viewtopic.php?t=75&sid=857683c372d8384cd2fbb80e8cbfaac3

czekam na więcej!

środa, 04 maja 2011
Do poczytania

 

Może każdemu,kto się interesuje Rumunią, ksiązki te są już znane, ale tak ku pamięci i na wszelki wypadek najważniejsze z nich :

"Historyk" Elizabeth Kostovy.

Historię Rumunii J. Demela,

„Drakula” B. Stokera

„Rumunia. Podróże w poszukiwaniu Diabła” Michala Kruszony

"Jadac do Babadag" Stasiuka

"Rumunia. Koniec Złotej Epoki" Macieja Kuczewskiego

"Wład Palownik. Prawdziwa historia Drakuli" C.C. Humphreysa

Miłej lektury! 

wtorek, 15 marca 2011
Korupcja

Przepisy antykorupcyjne w Rumunii są zbyt liberalne, przede wszystkim dlatego, że pozwalają osobom skorumpowanym na uniknięcie procesu, o ile powiadomią one wymiar sprawiedliwości o przestępstwach, w których uczestniczyły - oświadczyła dzisiaj Rada Europy.(tekst pochodzi z onet.pl)

Eksperci Grupy Państw Przeciwko Korupcji (GRECO), czyli organu Rady Europy do walki z korupcją, w opublikowanym dzisiaj raporcie wyrażają zaniepokojenie prawem tzw. "prawdziwego żalu". Pozwala ono osobie, która wręczyła łapówkę, na uniknięcie procesu, jeśli poinformuje ona władze o ludziach, którzy zostali przekupieni lub jeśli przyzna, że została przez nie zmuszona do zapłacenia łapówki.

Choć autorzy raportu zauważają, że bez "prawdziwego żalu" wiele spraw nie wyszłoby na jaw, to podkreślają, że istnieje "ryzyko nadużycia", które powinno zostać złagodzone.

Niezależnie od tego punktu, "ramy prawne" dotyczące korupcji są teoretycznie "kompletne" - oceniają eksperci GRECO. Zaznaczają, że należy "walczyć w celu zachowaniach tych środków i (...) zdolności do radzenia sobie ze sprawami dotyczącymi członków elity politycznej i gospodarczej" - podkreślają autorzy raportu.

Eksperci chwalą prawo dotyczące przejrzystości finansowania życia politycznego w Rumunii, będącej "przedmiotem licznych podejrzeń", lecz mają do niego także szereg zaostrzeń. Za niewystarczające uważają np. kary sięgające 6 tys. euro, które muszą ponieść partie polityczne, łamiące zasady.

Rada Europy zwróciła się do władz Rumunii, by do 30 czerwca 2012 roku wyjaśniły, w jaki sposób zamierzają wziąć pod uwagę jej zastrzeżenia.

 

Duzych korupcyjnych doswiadczen korupcyjnych w Rumunii nie mielismy, uff, ale slyszelismy, ze za odpowiednia oplata mozna wiele zalatwic i rozruszac kazdy biznes. Policjantowi wystarczy 50 Euro i przymknie oko na wykropczenie zagrozeniem kara pozbawienia prawa jazdy (jesli np. przekraczamy dozwolona predkosc o 50 km na godz...).

niedziela, 27 lutego 2011
Higiena po rumuńsku

 

Ponad 40 proc. Rumunów nie ma w domu ani łazienki ani toalety - wynika z danych unijnego urzędu statystycznego Eurostat opublikowanych w mijającym tygodniu. Tu też zarejestrowano największy odsetek mieszkańców żyjących w ciasnocie (55 proc.). Za to ponad połowa mieszkańców żyje w domach jednorodzinnych.

Muszę więc napisać cośo rumunskiej  architekturze i sanitariatach.

Kiedy pewna Polka 15 lat tmu przyjechała do Rumunii odkryła z przerażeniem, że jej kolejne panie sprzątające nie znają wynalazku lodówki, ani pralki, ani bidetu... Dziś tylko widzi, że do zmywarki rzeczy wkładaja do góry nogami.

obecnie w duzych miastach (tzn na pewno w Bukareszcie) jest cywilizacja, ale jak jest na prowincji - nie wiem. czasami w toaletach gdzieś na trasie widziałam po prostu dziury w toalecie, przystosowane do pozycji na narciarza,a wciąż trzeba za ten luksus płacić.

Z okien samochodu widać kurne chatki, malusieńkie, na szerokość jednej wersalki, zgrzebne, obite byle czym, z toaletami w ogródku. W Delcie Dunaju to juz w ogóle XIX wiek. No ale tam musi tak byc i tak jak jest jest uroczo.

W całym Bukareszci doliczyłam się może z 10 otynkowanych bloków, wszystkie pozostałe straszą brudem, odrapanym tynkiem, straszną architekturą i dziwacznymi przybudówkami. Większość balkonów jest zabudowana szybami (to podobno pozostałość po czasach Caucescu, gdy ogrzewanie szwankowało i zabudowany balkon pomagał zimą trzymać ciepło). Ale zabudowana w sposób zindywidualizowany, u każdego jak mu się podoba.

Płatności w bloku są jawne. Jeśli ktoś zalega z prądem, jego nazwisko wisi na klatce. Jeśli ktoś odmawia płacenia, administracja odcina cała klatkę od dostawcy. Moja znajoma Rumunka ubiegłej zimy przez dwa tygodnie nie miała prądu i ciepłej wody w mieszkaniu przez trudnych lokatorów!!!

W Rumunii nikt nie słyszał o planie zagospodarowania przestrzennego. Domy budowane są wg dziwnych dla mnie zasad. Potrafią graniczyć o kilka centymetrów. Szkaradne cygańskie wille (na ogół puste, wielopietrowe) stoja dosłownie na starym domu. Wielkie wstretne bloki otaczają piękne zabytkowe cerkwie, żeby tylko ni było ich widać z ulicy (to tez pozostałość po czasach Caucescu). A kształty domów jednorodzinnych bywają tak różne i wymyślne, że nie potrafię ich opisać.

Na słynnej (bo najdroższej) bukareszteńskiej Piperze jest wioska, w której, jak to bywa w Rumunii, malutki dom stoi na innym malutkim domu, każdy otoczony szkieletem pod winorośl. Większość, mimo że miniaturkowa, jest zadbana. Ale jest też jedna cygańska zagroda, która zawsze wprawia mnie w ponury nastrój. Stoi we wsi w słynnej dzielnicy Bukaresztu – Piperze (drogiej, nowobudujacej się, pełnej willi i biurowców, zagranicznych szkół). Otoczona drewnianym, rzadkim płotem, stoi malusieńka chatka, dwa metry na trzy, więc cała rodzina na ogół siedzi na podwórku, na krześle ojciec rodziny, reszta kręci się wokół, dzieci w podartych bluzkach i bose, drewniana wygódka w kącie, błoto na wybiegu, a na środku tego grajdowiska stoi chudy koń i je siano.

niedziela, 06 lutego 2011
Imiona

Popularne w Rumunii jest nadawanie wielu imion, 3 do 4, i używanie wszystkich jako pełnoprawnych. Cztery imiona w dowodzie osobistym? Dlaczego nie. Pierwsze imię wybierają rodzice. Drugie imię dziedziczone jest po mamie. Trzecie po tacie. Jeśli tata ma na imię Konstanty, córka odziedziczy imię Konstancja. W rodzinie mojej koleżanki są same Michaele i Michaiły.

Najbardziej popularne imię żeńskie to chyba Andreea. Z męskich – Ionuc (Jan).

Czasem zdarza mi sie usłyszeć bardzo ciekawe imiona. Np. damskie typu: Luminita, Loredana, Ramona, Daniela, Nicoletta, Valentina, Anastasia, Genovefa.

Z męskich: Tudor, Vlad (mi sie źle kojarzy, z Vladem Palownikiem, zwanym Drakulą), Ovidiu (są tu fantastyczne słodkie wina Lacrima Lui Ovidiu), Horia, Constantin, Liviu, Catalin.

Pamiętam jak zapisałam się do lekarza Bogdan Raluca i byłam pewna, że przyjmie mnie mężczyzna, a to była sympatyczna pani...

poniedziałek, 17 stycznia 2011
Trzesienia ziemi

W ciagu ostanich kilku lat przezylam dwa trzesienia ziemi w Bukareszcie. Obydwa slabe, jakies 4 w skali Richtera... Jedno na tyle slabe ze nie poczulam. Dopiero po fakcie zobaczylam pekniecie w obudowie basenu.

Zjawiska te powtarzają się w Rumunii cyklicznie, co kilkadziesiąt lat. Wszyscy czekają w napięciu na nastepne...

Poprzednie duże trzęsienia ziemi (powyżej 7 stopni w skali Richtera) miały miejsce w Rumunii w latach 1940, 1977, 1986. Największe ofiary w ludziach pociągnął za sobą kataklizm z 1977 r., który spowodował śmierć ok. 1500 osób. Ślady tego trzesienia nosi do dzis tzw. starowka. Wiele cennych budynkow uleglo bezpowrotemu zniszczeniu.

Po wojnie budownictwo zostalo dostosowane do tych uwarunkowan, za najbezpieczniejsze uchodza domy zbudowane w latach 1977-1990. Te najnowsze podobno powstwaly w atmosferze bezkrolewia, lapowkarstwa i poza jakimkolwiek nadzorem, wiec sa z byle czego i byle jak wykonane.

Tu podam odpowiedz na najczesciej zadawane pytanie w Bukareszcie? Dlaczego wszedzie wisza te tysiace kabli? Wlasnie z powodu ryzyka trzesien ziemi. Latwiej po kataklizmie szukac kabli nad ziemia niz tych zakopanych.

Brytyjczycy przebywajacy w Bukareszcie maja szkolenie jak sie zachowac w razie kataklizmu: schowac sie pod stol, nakryc glowe rekami, nie uciekac (wiekszosc strat w ludziach wydarzyla sie w chwili ucieczki po schodach, windami, przed budynki), przeczekac. Zgromadzic w domu zapasy zywnosci, podreczne dokumenty, miec zawsze ksero, wode, latarke, zapalki, palnik, benzyne w baku, gotowke, cieple rzeczy. Zapamietac gdzie jest najblizszy od domu punkt zbiorczy. Nie beda dzialac lotniska, drogi, telefony, nawet komorkowe...

Mam nadzieje, ze te informacje i zalecenia nigdy sie Rumunom i obywatelom chwilowo uRumionym nigdy nie przydadza!

 

 

 

 

wtorek, 07 grudnia 2010
Polacy w Rumunii

 

Według niektórych szacunków rumuńska Polonia liczy blisko 6 tysięcy Polaków (jeszcze w  1939 roku żyło tu 80 000 Polaków). Największe skupisko Polaków jest na północy, na tzw. Bukowinie, zamieszkują głównie wsie Nowy Sołoniec, Plesza, Pojana Mikuli i Kaczyka. Obecnie mają swojego reprezentanta w rumuńskim parlamencie, pochodzącego z Nowego Sołońca.

Większość bukowińskich Polaków jest potomkami górników z okolic Bochni i Wieliczki, którzy w XVIII i XIX wieku migrowali tu za chlebem (w Kaczyka jest po dziś dzień kopalnia soli, otwarta dla zwiedzających). Przybywali też licznie śląscy górale i przedstawiciele inteligencji.

Wizyta u Polaków na Bukowinie to cudne doświadczenie. Skręcając z w miarę głównych dróg natrafia się na osady chałup pomiędzy lasami, a między nimi polski kościół z kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej (to Kaczyka), polskie szkoły, ubożuchne sklepo-knajki z obsługą w języku polskim, cmentarz z polskimi nazwiskami, msze po polsku (to w Nowym Sołońcu), murowane bądź drewniane, ale zawsze gościnne, Domy Polskie… Na drogach i przy chałupach przystają staruszkowie i pozdrawiają przechodniów polskim „Dzień Dobry” lub „Pochwalony”. Kiedy rozmawiają między sobą sprawy się komplikują – nie wiadomo jaki to język  gralska gwara, z ukraińskimi wtraceniami, z rumunskimi slowami…

Dzieci i mlodziez z zepsolu piesni i tanca Solonczanki spiewaja po polsku i rumunsku, niektorzy marza o studiach w Polsce. Ich opiekunka zdradza nam, że dla kurazu lubia sobi wypic kieliszek wodki przed wystepem... Tak po staropolsku.

Najbardziej znaną z powyzszych miejscowości jest Kaczyka. Powstała w 1792 r. , gdy osiedliło się tutaj 20 rodzin górniczych z Bochni, sprowadzonych przez rząd austriacki - wcześniej wokół słonego źródła, pośród bagien i lasów, istniało tylko parę chałup. Ludzie zbudowali kopalnię i kościol, wyświęcon w 1810r. Odprawiano w nim także msze unickie dla Ukraińców. Sprowadzono ze Stanisławowa kopię obrazu, która szybko otoczona została kultem - trwającym do dziś, czego dowodem są szczególnie odpusty, odprawiane 15 sierpnia. W kopalni soli zwiedzilismy kaplicę św. Barbary, wzorowaną na kaplicy w kopalni w Wieliczce.


Co robią Polacy w Rumunii?
We wrześniu,przez trzy dni obchodzą „Dni Polskie” w Suczawie.
11 listopada z racji narodowego święta organizują Międzynarodowy Konkurs im.
Adama Mickiewicza „Kresy”.
Domy Polskie prowadzą również działalność noclegową i wydawniczą.
15 sierpnia odbywa się odpust przy sanktuarium w Kaczycach.

W Bukareszcie dziala preznie Instytut Polski i zaprasza m.in wielu ciekawych artystow z Polski. Dwa tygodnie temu na najwiekszych targach ksiazki Gaudemus był obecny Stasiuk z żoną-wydawcą i promowali najnowsze wydane po rumunsku ksiazki Stasiuka. Stasiukopowiadal za co kocha Rumunie (byl tu juz 15 razy) i o najnowszej wyprawy do Suliny (Delta Dunaju). Wszystkim rumunskim znajomym kupilismy prezent - jadac do babadag po rumnsku...

W Bukareszcie co tydzien w niedziele o godz. 9.00 mozna sie spotkac na Mszy sw. po polsku, kosciol tzw. wloski. Na swieto Zmarlych sa organizowane spacery po cmentarzu katolickim Bellu, gdzie lezy wielu znanych, zasluzonych Polakow (sa tez groby rodziny kaczynskich, z TYCH Kaczynskich). Dziala tez Szkola Polska.
Sa liczne spotkania w Ambasadzie z okazji swiat narodowych i innych okolicznosci.

Polonia z Bukaresztu to czesciowo stara emigracja, potomkowie emigrantow, zony badz mezowie rumunskich partnerow i emigracja zarobkowa – ekspaci, przedsiebiorcy, pracownicy polskich instytucji. Lekko licząc z 300 osob.

środa, 24 listopada 2010
The Spoonman w Sighisoarze

Przemiły chłopak stoi tuż przy ryneczku pod domem (gdzie prawdopodobnie przebywał Vlad Drakul, ojciec słynnego Drakuli) i handluje handmade – łyżkami, krzyżami, ikonami na szkle. Przy okazji ciekawie i po angielsku opowiada o sztuce ludowej i miasteczku. To chyba jedyne miejsce w Rumunii, gdzie naprawdę widać turystów (no może oprócz Branu i Peles). Ikony na szkle pojawiły się w tradycji ludowej Transylwanii w XVII wieku. Spełniały lepiej swoją rolę, bo wychodziły cało z licznych pożarów (najazdy tureckie). Naiwne, barwne, pozłacane, ręcznie dopieszczone, przepiękne. Do tego The Spoonman proponuje wykonane przez siebie łyżki z motywami roślinnymi... Pan podał nam swoją stronę, oto ona: www.thespoonman.ro

W Sighisoarze wszystko mi się podoba. Kolorowe, odnowione kamieczki, mały ryneczek zimą zamieniony na parking, latem tętniący życiem, kawiarnianym gwarem i z jedną budką służącą za informację turystyczną, jedzenie w restauracjach (np. Casa Cu Cerb, jednoczesnie pensjonat, w którym nocował Książe Karol), schody – prawie 200 stopni na wzgórze z piękną panoramą i kościołem, przed którym przewodnik wita nas czystą polszyzną, nawet psy mi tu nie przeszkadzają, bo jest ich niewiele. A Sighisoara nocą to podwójne szczęście. I wszyscy tu mówią w obcym języku, bo osadę założyli Niemcy, są kościoły ewangelickie. W całej Transylwanii zapomina się na chwilę, że to wciąż Rumunia, jest tak osobna, tak inna.

 

piątek, 19 listopada 2010
Stacja benzynowa

Stacja benzynowa

Chciałam wczoraj zatankować. Podjechałam na stację benzynową Rompetrol, czyli – normalną, legalną. Starszy pan podbiegł do mnie i pomogł zatankować benzynę. Zauważyłam, że mają też zbiornik na gaz, ale nie ma cennika. Zapytałam czy gaz jest. No jest. Mozna tankować. Pan mi pomógł. Chcę iść do kasy zapłacić, a pan mówi, że za gaz płacę jemu, gotówką. Tu mnie rozłożył, bo po pierwsze – czemu mam płacić lewe pieniądze na autoryzowanej stacji, po drugie – nie miałam gotówki. Afera, awantura, kłopot, stracony czas. Pani w kasie pytała kierowców, czy potrzebują paragon i sztukowała mój rachunek z kilku paragonów.

Stacja stoi w Bukareszcie i wygląda, że szyld ma oryginalny...

Dziura

Wczoraj w drodze do centrum Bukaresztu widziałam samochód, który zarył przednimi kołami w gigantycznej dziurze. Na światłach! No i zatarasował ruch, więc inni kierowcy pomagali mu się wykaraskać.

W drodze powrotnej w tej samej dziurze, na tych samych światłach widziałam inny samochód...

niedziela, 07 listopada 2010
Służba zdrowia w Rumunii

Medicover

Byłam niedawno w Medicoverze i przypomniałam sobie, że jeszcze nie pisałam o prywatnej służbie zdrowia w Rumunii... No to moje obserwacje.

Jest prywatna służba zdrowia, a w niej prawie wszystko, za co zapłacisz. Chociaż niektórych chorób się nie leczy (np. anoreksji). W prywatnej klinice Euroclinic na dziesięć porodów osiem to cesarskie cięcie. Potem zaledwie trzy mamy karmią piersią. O ile na prywatnych oddzialach jest super komfort i cudowna opieka mówiąca po angielsku, w szpitalu państwowym bieda, korupcja i kolejki. Słyszałam historie te same co i w Polsce – że lekarz zanim przyjął chorego na oddział zażądał łapówki, a jak jej nie dostał – chorego nie przyjął, mimo że stan pacjenta był ciężki. Że chorzy muszą się błąkać miedzy szpitalami w nadziei na jakąs pomoc. Że szpitale sa kiepsko wyposażone (wiadra żelazne do mycia podlogi na sali porodowej, zardzewiałe meble, narzędzia w punkcie pobrania krwi trzymane w plastikowych „stojakach” po wodzie mineralnej, personel w umorusanych szlafrokach).

Koleżanka, która spędziła kilka dni w izolatce brzydziła się korzystać ze wspólnej toalety do tego stopnia, że przez kilka dni używała mokrych chustek do mycia. Inna trafiła na porodówkę z kilkoma Romkami, nikt nie mówił po angielsku i trochę się wystraszyła.

W prywatnej służbie zdrowia standart jest chyba porównywalny z polskim. Dużo zależy na kogo się trafi. Np. nasza laryngolog w Medicover nie zauważyla trzeciego migdała u dziecka. Medicover ma jednak o wiele poważniejszy problem: parkingi! Przy p. Victoriei (czyli centrum) nie ma szans zaparkować. Trzeba jechać taksówką (trudno chore dzieci targać metrem). Medicover na Piperze ma kilka miejsc parkingowych miedzy wielkimi biurowcami. Jednak na ogół są zajęte. Alternatywą jest szukanie miejsca w polu, na krawężniku, w błocie przy torowisku, czyli oczywiscie w miejscach niedozwolonych, i daleko od wejscia (z chorym dzieckiem – problem). Kilka razy musialam zrezygnować z wizyty z tego powodu.

Medicover przeznaczony dla dzieci przy strada Plevnei to niedawno wynajęty fragment bloku mieszkalnego. Zapewne za duże pieniądze. Lekarze przyjmują na pierwszym pietrze – bez windy! Ilość miejsc parkingpowych – zero (pytałam na recepcji, zdradzono mi, że trwają negocjacje z lokatorami o odstąpienie dwóch (!) miejsc parkingowych! Final? Trzeba parkować na chodniku, trawie, albo daleko. Z chorym dzieckiem...

I wisienka na torcie – jest jedna poczekalnie dla chorych i zdrowych. Jeszcze do niedawna wypełniona toną pluszowych zabawek (ostatnio jak byłam, zauważyłam że zabawki zniknęły).

Wypadek w szpitalu

Rozmawiałam niedawno z ciężarną Rumunką.Oczywiście bedzie rodzic w prywatnej klinic, stać ją. Mówiła, że w państwowym szpitalu rodzą te kobiety, których nie stać na poród prywatny (normalny 7 tysięcy, cesarskie cięcie ok. 11 tys). W państwowym – wiadomo – zero sprzętu, korupcja, tumisiwizm. Poza tym w państwowym szpitalu zdarzają sie wypadki. Dwa miesiące temu w znanym szpitalu położniczym Filantropija na sali, gdzie przebywały noworodki wybuchł pożar. Było tam kilkanaście dzieci, około sześcioro spłoneło (relacje są rozbieżne).

Położna wyszła na chwilę do toalety. Często tak robiła, bo są braki kadrowe...

poniedziałek, 18 października 2010
Sfantu George (Delta Dunaju)

 


Wolny wypas

 


Psy plazowe

 

Tu Dunaj wpada do morza Czarnego

 

Lotnisko w Sf George

 


Chatka w Sf George

niedziela, 03 października 2010
Problem Rumunów z psami i mój problem z rumuńskimi psami

 

Mam mnóstwo zdjęć z psami rumuńskimi w różnorakich miejscach i pozach. Czasami wrzucam na bloga. I będe wrzucać. To moja mała obsesjaJ

Niedawno znajomy ujawnił, że też ma sporą kolekcję takich zdjęć i wyszedłby z tego piękny album o Rumunii: pies plażowy, pies restauracyjny, pies strażniczy, pies przydrożny, pies lotniskowy, pies przyblokowy...

Dla mnie problem psów jednak to nie temat do żartów. To temat wywołujący u mnie furię. Nie rozumiem Rumunów. Nie wiem, dlaczego nie potrafią rozwiązać tego problemu. A najbardziej wkurzają mnie swoim stoickim podejściem do tematu (to takie rumuńskie: jest problem, no ale co można poradzić?). Pytam o to każdego Rumuna i słyszałam mnóstwo teorii. Chodzi generalnie o to, że Rumuni nie widzą problemu. A jeśli widzą, to nie wiedzą co niby mogliby zrobić. A jeśli nawet wiedzieliby, to sie obawiają, że się nie uda nic zrobić. Bo nie ma schronisk, nie ma pieniędzy na schroniska, nie ma ustawy. Nie ma pieniędzy na uśpienie. Obrońcy zwierząt nie zgodzą się na uśpienie. To niehumanitarne.

Dla obrońców zwierząt (nawet Bridget Bardott broniła rumuńskich psów!) humanitarne natomiast  jest koczowanie psów w krzakach i dziurach w ziemi, samotne chorowanie, umieranie od zimna i głodu. Ataki psów. Strach ludzi przed psami.

 

Wszyscy Rumuni kochają psy. Ogólnie. Wszystkie. Dokarmiają je. Dzięki temu te psy żyją. Jest powiedzmy banda psów żyjących przy danym bloku. Każdy tam coś rzuci z obiadu i psy go lubią. Ale gdy pies zachoruje wtedy nikt nie poczuwa się do zajęcia się nim w jakiś szczególny sposób. Koleżanka opowiadała nam taką przygnębiającą historię: brak odpowiedzialności sąsiadów Rumunów wprawił ją w osłupienie. Nie była to kwestia finansowa, bo przecież zastrzyki można było kupić z jakiejś zbiorczej składki.

Podczas jednej z takich dyskusji z pewną Rumunką zostałam oskarżona o faszyzm. OK. Nie podobał jej się pomysł masowego usypiania psów. Pytałam ją czy z równym oburzeniem patrzy na sprawy aborcji w kraju (w Rumunii jest legalna).

No dobrze, powie ktoś, wiele hałasu o nic, psy sobie żyją, to lokalny koloryt, nikomu nie przeszkadzają, po co planować eksterminację.

 

No więc kilka przykładów z życia mojego i moich znajomych (Bukareszt).

1. Rozmawiałam dziś z młodą Rumunką, opiekunką w przedszkolu. Codziennie pokonuje krótką trasę od przystanku do drzwi przedszkola. Na tej ulicy mieszka wiele dzikich psów (ktoś im oczywiście postawił  nibybudy w trawie). Raz jeden ją ugryzł w nogę, musiała poddać się serii zastrzyków. Pytam, czy potem nie bała się tamtędy chodzić? „Nie mam wyjścia, ale przecież od tamtej pory nic się stało”. Przyznała, że w jej rodzinie KAŻDY miał przygodę z psem – mama pogryziona, siostra zaatakowana, brat poszarpany...

2. Tą samą drogą codziennie chodziła moja koleżanka (nie Rumunka) z dzieckiem. Do czasu, gdy odprowadzało ją 10 psów na raz. Nie zaatakowały, ale koleżanka uznała, że to zbyt ryzykowne. Wynajęła bus szkolny, aby odwoził dziecko 200 metrów na trasie szkoła-dom!

3. Koleżanka Polka spacerowała po parku Herastrau, robiła zdjęcia. W pustej alejce leżał pies. Kiedy go mijała zaatakował ją (miała gruby płaszcz na sczęście). Po krótkiej walce koleżanka wycofała się, bo zroumiała, że ta alejka należy do psa i ona tędy nie przejdzie.

4. Kolega nie Rumun spacerował po starówce. W roztargnieniu nie zauważył, że ludne ruchliwe ulice nagle opustoszały, a on spaceruje między nędznymi kamienicami. A z nich wychodzi stado psów. Krzyknął na nie, psy sie rozstapiły, kiedy jednak sie odwrócił (słaba wiedza o psach w Rumunii sporo kosztuje) psy zaatakowały znowu. Ratował się ucieczką do przejeżdżającego samochodu, koszty – oderwana nogawka w spodniach.

5. On i ona w parku. Sytuacja intymna, po zmroku. Rumuni, a nie czuli ryzyka... Z krzaków wyszło stado psów. Otoczyły ich, dziewczyna schowała się za plecami chłopaka. Ten krzyczał i odpędzał psy.  W krytycznym momencie wyczaił przywódcę stada i kopnął go. Wtedy psy uciekły.

 

Rozpisałam się. Mogę o tym w nieskończoność. Ale już się powściągam.
Apeluję do Rumunów – zróbcie coś, nie patrzcie bezradnie jak psy rujnują wasz wizerunek, giną na drogach, atakują ludzi  z krzaków, nie dają spać po nocach. Błagam!

środa, 22 września 2010
Koncert GunsnRoses

 

Koncert GunsRoses

Byłam wczoraj na koncercie Guns Rosesw Bukareszcie. O samym koncercie nic ciekawego nie moge napisać, oprócz tego, że gwiazdy spóźniły sie o jakieś dwie godziny. Natomiast widziałam niezłego oryginała w tłumie oczekujących: starszy pan, dość otyły, ubrany na kloszarda, z wielkimi siatami, do których zbierał pewnie jakieś dobroci po imprezie. Przez godzinę stał i dłubał w nosie. A jak coś udłubał to podchodził do przypadkowej osoby i wycierał się o nią. Tak po prostu. Wiekszość ludzi nie wiedziała o co chodzi, myśleli może, że dziwak ich zaczepia czy coś... Nikt na niego nie naskoczył, wiekszość się odsuwała. Najbardziej ucierpiał ochroniarz – przez kilkanaście minut staruszek wycierał kozy w jego kurtkę na plecach!

Jak wychodziłam widziałam tego samego pana odlewającego się na chodnik przy bramkach. Dlaczego ktoś go wpuścił na koncert? Zagadka!

W telewizji pokazali

Na popularny turniej Red Bulla pływania na byle czym, który niedawno odbył się w Bukareszcie zgłosił się też wynalazca z pianinem. Zwodował się jednak tak nieszczęśliwie, że prosto z imprezy zabrało go pogotowie. Informacja o jego stanie zdrowia była tematem newsów telewizyjnych w poniedziałek.

Koleżanka, która ogląda rumuńska telewizję opowiadała mi o nowym programie – wielkie sprzątanie czy coś w tym stylu. Osoby zgłaszają się na ochotnika i informują, że mają problem ze sprzaąaniem, na co wkracza ekipa rumuńskiej TV i pomaga, a wszystko dokumentuje. Jedna pani z bloku w Bukareszcie miała niewyobrażalny syf. Ekipa programu na wizji! Szufelkami! wynosiła z jej domu karaluchy!

wtorek, 14 września 2010
Miejskie legendy

Niedawno pewna koleżanka, która długo mieszka w Rumunii i do której mam zaufanie opowiadała nam, że kolezanka koleżanki opowiadała jej taką oto historię:

szła kobieta z dzieckiem ulicą, zatrzymał sie samochód, porwał dziecko, nie odnaleziono go. "Fakt autentyczny", sama prawda, znajoma zna tę znajomą znajomej osobiście.

Druga historia: w parku przyczepia się do kobiety z dzieckiem inna kobieta z dzieckim, zagaduje, miło się rozmawia, potem przejmuje kontrolę nad zabawą dzieci, a w końcu oddala się całkowicie. Dziecko przepadło. Porwane. Na organy albo do adopcji.

Taka oto miejska legenda krąży teraz po Bukareszcie.

Coś jak polskie opowieści o dziecku porwanym z hipermarketu.

Załóżmy że to prawda. Rumunia nie byłaby jedynym krajem na świecie, gdzie giną dzieci. Zawsze postrzegałam Rumunie jako bezpieczny, oswojony kraj. I przy tym zdaniu pozostanę.

Na koniec jeszczejedno wspomnienie. Poznałam kiedyś Meksykankę, która nigdy nie wybrała sie do centrum Bukaresztu. Ze strachu. Na moją uwagę, że jeżdżę - z dzieckiem, metrem, autobusem, sama przerażona ostrzegała mnie - uważaj, tam czyha cygańska mafia, porywają dzieci, szczególnie blondynki, a ciebie pobiją.

Mówiła to dziewczyna, która pochodzi z Mexico City, najbardziej niebezpiecznego kraju świata.

Znam kilka osób (z Korei), które myślą podobnie. Czuja się tu źl i niepewnie.

Mysle, że nie ma dla nich znaczenia, czy są w Rumunii, czy w Maroku, czy w Kazachstanie. Wszędzie obco.

piątek, 25 czerwca 2010
Sieroty


Niedawno jedna z moich koleżanek oświadczyła w grubych słowach, że skończyła z działalnością charytatywną. Słowa były zaskakujące, bo wiemy, że od dwóch lat zajmuje się m.in domem dziecka w Bukareszcie i innymi dziecięcymi organizacjami, organizowała zbiórkę darów dla nich, przyjęcia u siebie w domu, zatrudniała wychowanków do drobnych prac przydomowych, brała na święta, pomagała finansowo. Jej zdaniem została jednak wyrolowana i wykorzystana. Ponad rok temu zebrała pieniadze na zakup 50 plecaków dla dzieci. Kiedy teraz zapytała gdzie one są, w całym domu dziecka znalazł się jeden, tylko podobny, jednak nie ten sam. To samo z butami, kurtkami, ciuchami, zabawkami. Wszystko wyparowało. Wychowawczynie i dyrektorka kluczą, robią uniki, chcą się wręcz jej pozbyć. Nie potrafią odpowiedzieć na trudne pytania, uważają, że koleżanka się wtrąca albo robi z igły widły.
Koleżanka dodatkowo jest załamana ich pracą – jej zdaniem pracują tam ludzie beznadziejni, bez żadnej pasji do dzieci, wyrobnicy, którzy o 17 pakują się do domu i dzieci ich kompletnie nie interesują. W pracy szukają sposobów, aby zarobić, uszczknąć coś dla siebie, bazując na naiwności bogatych obcokrajowców.
Koleżanka zdaje sobie sprawę, że jak się wycofa to stracą dzieci, na których jej najbardziej zależy, ale wymyśliła sposób jak może pomóc najprościej – jedzie do domu dziecka z jedzeniem (owoce głównie, dzieci są niedożywione) i piciem, wykłada na stół i czeka aż dzieci zjedzą. Wczesniej nie czekała, ale zobaczyła jak nauczycielki dzielą między siebie najlepsze rarytasy, więc się wkurzyła.
Kiedy pytała szefową organizacji zajmujacej się dziećmi jak może pomóc, jakie są potrzeby dzieci usłyszała w odpowiedzi: „kasa”. Mówi, że nie masz już sił i entuzjazmu sprzed dwóch lat, więc odpuszcza. To najsmutniejsza historia, jaką słyszałam ostatnio.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5